Instagram Makeup w codziennym życiu? No sama nie wiem..

Instagram to prawdziwa kopalnia makijażowych inspiracji. Po wpisaniu w wyszukiwarkę hasztagu #makeup, otrzymujemy ponad STO MILIONÓW trafień, a liczba ta codziennie powiększa się o co najmniej kilka tysięcy. Wśród wyników znajdziemy zarówno zdjęcia gotowych makijaży jak i coraz bardziej popularne kilkunastosekundowe filmiki instruktażowe.

Ponieważ sama jestem makijażowym geekiem, z zaciekawieniem przeglądam Instagram szukając właśnie inspiracji albo urodowych wskazówek.  Niestety, od pewnego czasu częściej niż zaciekawienie,  na mojej twarzy pojawia się przerażenie i lekkie niedowierzanie, kiedy na kilkunastu różnych kontach widzę wykonującą sobie makijaż Kim Kardashian. Po czym okazuje się, że osoba kryjąca się pod makijażem ze słynną Kardashianką oprócz identycznego makeupu wiele wspólnego nie ma…

Nie zrozumcie mnie źle. Moją intencją nie jest krytyka osób, które malują się w ten sposób. Chociażby z tego względu, że jakiś czas temu pisałam na blogu o tym, że makijaż to indywidualna sprawa każdej kobiety i to od nas samych zależy, czy na co dzień będziemy nosić ciemnoczerwoną pomadkę, mocny makijaż oka albo nie będziemy malować się wcale.

Tak naprawdę ten instagramowy makijaż to świetna sprawa, ale… nie na co dzień. A obserwując  tak pomalowane kobiety czy to na ulicy czy w centrum handlowym zauważam, choć żadna ze mnie „makeup artist”, że w większości przypadków nie wygląda on dobrze.

Idealnie wykonturowana twarz bez ani jednej zmarszczki czy niedoskonałości, piękna tafla na policzku wykonana rozświetlaczem, zmysłowe usta jak u Angeliny, dłuugie doklejane rzęsy, idealnie wyrysowane brwi, perfekcyjnie wycieniowane smokey eye i do tego dłuuga, wyciągnięta eyelinerem kreska.. – Mniej więcej tak wygląda opis standardowego #instagrammakeup.

Niestety, wiele kobiet próbując odwzorować ten typ makijażu z zamiarem noszenia go w ciągu dnia nie jest świadomych tego, że to, jak wygląda on na zdjęciu, a jak w rzeczywistości, to dwie zupełnie różne sprawy.

W przypadku Instagrama w grę wchodzi światło, przy którym wykonywane jest zdjęcie. Światło, które jest najczęściej sztuczne. Przy takim ten typ makijażu faktycznie wygląda korzystnie. Do tego dochodzą rozmaite filtry i narzędzia do edytowania zdjęć. Dlatego na Instagramie można np. pozwolić sobie na o WIELE mocniejsze konturowanie niż przy codziennym makijażu. Sprawa wygląda tak samo jeśli chodzi o ilość warstw kosmetyków nakładanych na twarz. Bardzo często nie są to tylko 1-2 dwie warstwy podkładu, korektor pod oczy puder i bronzer…
To kilka warstw podkładu, kilka rodzajów korektora nakładanych w strategicznych miejscach twarzy, konturowanie na mokro, róż w kremie, płynny rozświetlacz, utrwalenie pudrem(ami), następnie konturowanie „na sucho”, ponownie róż, tym razem prasowany i rozświetlacz… od samej ilości może rozboleć głowa. A tak naprawdę to tylko połowa makijażu, bo czekają na nas jeszcze oczy i usta.

A teraz pomyślcie, że CODZIENNIE nakładacie taką ilość produktów na twarz. O tym, jakie przyniesie to Waszej skórze skutki, chyba nie muszę nikogo uświadamiać 🙂

Co więcej, wykonanie takiego makijażu jest czasochłonne, a śpiesząc się rano do pracy/na uczelnię raczej nie mamy ekstra dwóch godzin na makijaż w zapasie (a szkoda!). A czas jest tutaj istotny. W takim makijażu każdy szczegół powinien być dopracowany, w innym wypadku możemy wyglądać karykaturalnie.

Według mnie #instagrammakeup to ciekawa alternatywa, okazja do wypróbowania nowych technik makijażowych  czy przetestowania kosmetyków. To wręcz idealny makijaż na „większe wyjścia”, kiedy możemy dołożyć na twarz więcej pudru do konturowania, a nikt nie podejdzie do nas pytając, czym ubrudziłyśmy sobie policzek 😉

Mimo wszystko myślę, że zarówno w modzie tak i w makijażu ważne jest, aby nie podążać ślepo za narzucanymi trendami. Fajnie jest zrobić sobie makijaż w stylu Kim Kardashian, ale zawsze warto zastanowić się, ile w tym jest nas samych, a ile obowiązującej mody.