Jest karnawał, jest zabawa!

Karnawał w tym roku jest wyjątkowo długi. Zwyczajowo rozpoczął się w święto Trzech króli, czyli 6 stycznia, natomiast trwa do 28 lutego, kiedy to wypada tak zwany śledzik przed Wielkim Postem. To aż 54 dni przeznaczone na towarzyskie spotkania, bale, kuligi, a może nawet podróże. Skąd się jednak wzięła taka tradycja i gdzie odbywają się najlepsze bale karnawałowe?

Skąd się wziął karnawał?

Do dziś trudno jest ustalić pochodzenie słowa karnawał. Jedni uważają, że pochodzi od słów carne avaler – połykać mięso lub carne levamen – oczyszczać się z mięsa, bądź od carne vale – mięso żegnaj. Próbowano też doszukiwać się konotacji z polskim określeniem „nawału kar”, który przynosi post (konieczność odpokutowania grzechów).

Uważa się jednak, iż tradycja karnawałowych imprez wywodzi się z Grecji lub Rzymu. W starożytnej Grecji wczesną wiosną obchodzono bowiem Antesterie – trzydniowe święto budzącej się do życia przyrody, a także … umarłych. Pierwszy dzień, zwany „Otwarciem beczki”, był związany z otwarciem się świata podziemnego. W tym dniu witano dusze zmarłych i jednocześnie zabezpieczano się przed nimi. W późniejszych stuleciach w tym dniu otwierano beczki z ubiegłorocznym winem, które miało symbolizować łączność żywych ze zmarłymi. Drugiego dnia po złożeniu zmarłym ofiary z wina odbywały się procesje – przystrojone wiankami osoby prześcigały się w piciu wina, a towarzyszyły temu tańce i śpiewy. Trzeci dzień określany był mianem „Garnków”. W tym dniu bogowi podziemia i zmarłych – Hadesowi – składano w ofierze gotowane ziarna zbóż i wino w dzbanach. Na koniec wypędzano duchy okrzykami: „Precz, precz, precz!”.

W starożytnym Rzymie w miesiącu lutym obchodzono wiosenne zaduszki – Ferealia. Tu również (podobnie jak w Grecji) składano duchom ofiary z soli, owoców i mąki, urządzano wesołe pochody oraz zawody w piciu. Wierzono, że w tych dniach duchy przodków są wśród żywych, dlatego zabezpieczano się przed ich złą mocą na różne sposoby.

Ten sam miesiąc oraz niezwykłe podobieństwo w obchodzeniu Antesterii oraz Ferealiów sprawiły, że tradycja świętowania, określana mianem carrus navalis, z czasem objęła całą Europe. W Hiszpanii, Portugalii i Francji czas ten nazwano carnival, w Polsce jest to karnawał lub zapusty.

M – jak maski

Maskarady, maszkary, czyli zabawy z „zakładaniem masek” pokochali wszyscy. Ten włoski zwyczaj maskarad i publicznych balów maskowych (redut) pojawił się w Polsce najprawdopodobniej w latach 1518-1519, a to dzięki królowej Bonie. Reduty odbywały się przez cały karnawał po trzy, cztery a nawet pięć razy w tygodniu. Ich pierwszym organizatorem był Włoch Salvador, a odbywały się one w Warszawie na Nowym Mieście. Z czasem zaczęły powstawać inne salony redutowe: na tych wielkich bawiło się nawet tysiąc osób, które oddawały się tańcom czy grze w karty.

W Polsce znane były nie tylko te bale karnawałowe organizowane w Warszawie, ale również te odbywające się w Gdańsku, szczególnie w Dworze Artura i w domach cechowych. Dziś wiele restauracji w większych miastach organizuje takie karnawałowe imprezy, choć nic nie jest w stanie odebrać wyjątkowości karnawałom organizowanym w Wenecji (Włochy), znanej z zabaw już w średniowieczu Rijece (Chorwacja), egzotycznym, kochającym turystów i zabawę Limassol (Cypr) czy w Nicei, w której tradycja wielkiej karnawałowej zabawy sięga 1294 r.

Nieodzownym elementem karnawału były maski – w przeszłości przydawały się nie tylko osobom niższego stanu, które chciały bawić się z panami, ale również małżeństwom, które chciały od siebie odpocząć i oddać beztroskiej zabawie. W początkach XVI wieku w Polsce szczególnie znane były trzy rodzaje masek wyrabianych przez krakowskich rzemieślników, adresowanych do dam, a w kolejnych latach pojawiała się coraz bogatsza ich oferta.

Jednak maski kojarzone są przede wszystkim z Wenecją – ich tradycja sięga co najmniej XIII wieku, nie wiadomo jednak dokładnie, skąd się wzięła. Jedna z legend mówi o tym, że gdy na początku XIII wieku Wenecja podbiła Konstantynopol, do miasta sprowadzono wiele muzułmanek, te zaś – jak wiadomo – zakrywają twarze. To ponoć od nich przejęli ten zwyczaj mieszkańcy Wenecji. Wśród masek znajdziemy kilka ich rodzajów – najbardziej typowa jest ta zwana bautą, która zakrywa całą twarz, ale dolna jej część nie przylega do podbródka. Nie trzeba zatem jej zdejmować, nawet chcąc się napić czy zjeść, natomiast pozwala ona na zniekształcenie głosu, a tym samym zapewnienie pełnej anonimowości. Popularne są też maski zwane columbina, które zakrywają jedynie oczy, nos i policzki. Współczesne maski weneckie są wykonywane  ręcznie z papier mâché, skóry oraz luksusowych  tkanin, często ozdabia się je dzwoneczkami czy piórami. W Polsce oryginalne, sprowadzane z Włoch maski możemy kupić już za ok. 30 złoty, choć za te piękniejsze, bardziej wyrafinowane, zapłacimy nawet 500zł.

K-jak kulig

W przeszłości, największą rozrywką karnawałową były kuligi – początkowo funkcjonujące wyłącznie jako zabawa stanu wyższego: szlachty i magnatów. Zabawa ta polegała na wzajemnym odwiedzaniu się sąsiadów w całej okolicy i wymagała długich przygotowań. Trzeba było bowiem ustalić kolejność odwiedzin, przygotować domy na przyjęcie gości, zaopatrzyć spiżarkę i piwniczkę. Podczas tych odwiedzin pito tokaj, miód lub małopolski specjał – krupnik, zaś zabawa trwała do białego rana, kiedy to rozchodzono się na krótki odpoczynek. Następnie dziękowano za przyjęcie, pito strzemiennego i wraz z gospodarzami ruszano do kolejnego gościnnego dworu, zwykle w towarzystwie hucznej muzyki, w świetle kagańców i pochodni.

Kuligi były też modne w okresie międzywojennego, choć nie były one tak huczne, jak te szlacheckie. Stopniowo ten karnawałowy zwyczaj stał się atrakcją adresowaną tylko do najmłodszych, choć obecnie gospodarstwa agroturystyczne wskrzeszają staropolską zabawę.

Jako że gorączka karnawałowych nocy trwa w najlepsze, warto choć przez chwilę zapomnieć o noworocznych postanowieniach dotyczących wstrzemięźliwości i pozwolić sobie na odrobinę kulinarnej rozpusty oraz na szaloną zabawę taneczną (pamiętaj – w tym sezonie z mody nie wychodzą proste sukienki o długości maxi, najlepiej wykonane z aksamitu). Kto wie, może nawet zdecydujesz się na kulig? W końcu, jak śpiewała grupa Pod Budą: „karnawał pręży się jak kot”!