Kobieto! Badaj wzrok!

Czas, czas… nigdy nie mamy go wystarczająco dużo, prawda? Praca, dzieci, obowiązki w domu i bum! Koniec dnia, a my nie zrobiłyśmy połowy zaplanowanych przez nas rzeczy. Żyjąc na pełnych obrotach zapominamy o dbaniu o najważniejsza osobę, jaką jesteśmy my same. A przecież to zdrowie moje i Twoje, i Twoje także jest tutaj najistotniejsze.

Nagle dołącza do nas nasza zła siostra jaką jest Prokrastynacja. Niby wiemy, że już dawno nie byłyśmy u okulisty i nic nie zaszkodzi zbadać wzroku, ale przecież mamy tyle obowiązków, pogoda jest brzydka, a właściwie to po co mamy badać wzrok, skoro nic nas nie boli i widzimy normalnie?

Niech wszystkim upartym jako przestroga posłuży moja historia.

Nigdy nie miałam problemów ze wzrokiem. Kiedy moje koleżanki nosiły okulary albo mrużyły oczy usilnie próbując przeczytać treść banneru znajdującego się po drugiej stronie ulicy, ja mogłam poszczycić się sokolim wzrokiem. Czy badałam go regularnie? Oczywiście, ale tylko do czasu. Kiedy byłam dzieckiem, dbała o to moja mama. Do dziś pamiętam wyprawy do miasta i godziny spędzone w poczekalni. Poza tym, do momentu ukończenia liceum, szkoły także dbały o moje zdrowie, włączając w to wzrok. Jednak przyszły studia, długie godziny spędzane na uczelni, praca, zmęczenie i jakoś nigdy nie było mi po drodze, aby zapisać się na wizytę. Poza tym, po co mam badać wzrok, skoro dobrze widzę?

W końcu sprawę w swoje ręce (znów!) wzięła moja mama i zapisała mnie na wizytę. Komputerowe badanie wzroku wykazało, że moje oczy są w idealnym stanie. Problemy zaczęły się dopiero w momencie, kiedy okulistka zmierzyła mi ciśnienie śródgałkowe. Zarówno w jednym jak i drugim oku pomiar oscylował przy granicy normy. Zaniepokojona rozpoczęła wywiad. „Czy po przebudzeniu boli panią głowa?” „Nie.” „Czy ktoś z Pani rodziny chorował, bądź choruje na jaskrę?” „Tak, mój dziadek. Jest niewidomy.”

Ze względu na chorobę dziadka, a nie należy zapominać, że jaskra to także choroba dziedziczna, znalazłam się w tzw. „grupie ryzyka”. Kilkukrotnie dla porównania wyników wykonywany pomiar ciśnienia, pole widzenia, badanie OCT (inaczej tomografia dna oka, która diagnozuje wszelkie zmiany i choroby siatkówki) nie wykazały żadnych zmian w moich oczach. Wykonanie wszystkich badań zajęło mi pół roku. Pół roku życia w stresie, napięciu i mimo wszystko niedowierzaniu. No bo jak to w ogóle możliwe? Mam niespełna 20 lat, nie mogę mieć jaskry, nie ja!

Jaskra to bardzo podstępna choroba. Potrafi rozwijać się przez wiele lat w żaden sposób nie dając do sobie znać. Bardzo często osoby, które na nią chorują, nie odczuwają zauważalnych zmian, gdyż ich wzrok przystosowuje się do zmniejszającego się pola widzenia. Sama jaskra często zostaje wykryta przypadkowo, jednak wtedy  może okazać się, że jest już za późno, aby uratować wzrok.

Przyjęło się, że na jaskrę narażone są osoby, które ukończyły 40. rok życia. Niestety, może ona zaatakować każdego z nas. Jeśli w rodzinie ktoś na nią chorował, ryzyko jest jeszcze większe. Jednak na jej wystąpienie może wpłynąć przewlekły stres, krótkowzroczność, miażdżyca, a nawet bardzo częste migreny.

W moim przypadku historia ma szczęśliwy finał. Winowajcą podwyższonego ciśnienia okazała się być gruba rogówka, która może powodować sztuczne zawyżanie pomiaru. Jednak od tamtej pory zawsze znajduję dzień w roku, aby udać się na wizytę kontrolną. I mam nadzieję, że Wy także znajdziecie.