„Kup mnie, kup!” – czyli jak nie zwariować w trakcie wyprzedaży

Jesienne wyprzedaże śródsezonowe ruszają pełną parą. Będąc w centrum handlowym nie sposób w końcu nie zauważyć charakterystycznego napisu SALE! wołającego do nas z daleka. Drogerie prześcigają się w obniżkach cen kosmetyków. W mediach społecznościowych aż huczy od polecanych na te okazje przez blogerki i vlogerki produktów.

Jak w takim razie ustrzec się przed niechcianymi zakupami, kiedy cały świat dookoła Ciebie woła „Musisz to mieć!”?

Sama wiele razy dałam złapać się na tym, że widząc ogromną cenową obniżkę, bez większego zastanowienia wrzucałam do koszyka kolejny podkład chociaż w domu czekały na mnie dwa nienapoczęte. Albo łapałam za kolejny kardigan, chociaż szafa się od nich nie domyka. No ale przecież tak lubię rozpinane swetry… Skutek tego jest taki, że nieotwartym podkładom powoli kończy się termin ważności, a ja chodzę po znajomych i pytam czy któraś nie chciałaby odkupić ode mnie nowego swetra…

Oto moje sposoby na wyprzedażowe szaleństwa:

 Zrób LISTĘ. Ale zanim to nastąpi, PRZEJRZYJ dokładnie zawartość swojej szafy i kosmetyczki. To pozwoli ci się zorientować, czego NAPRAWDĘ potrzebujesz. Zamiast kupować kolejny top do kolekcji, może lepiej zainwestować w dżinsy? Taki przegląd ma w sobie jeszcze jeden plus. Może wtedy nagle natkniesz się na nowiutką nienoszoną koszulę, którą właśnie planowałaś sobie kupić?

Kiedy przegląd skończony, sporządź wspomnianą wcześniej listę zakupów. I się jej TRZYMAJ. Tak, wiem jakie to ciężkie, szczególnie kiedy widzisz dwa eyelinery za 10 zł, ale… czy Ty aby na pewno lubisz się tym produktem malować?

Kupuj rzeczy, które LUBISZ i masz 100% pewność, że będziesz się w nich dobrze czuła. Promocje sprawiają, że w paradoksalny sposób zapominamy o sobie. Fakt, obniżka ze 150 zł na 50 wygląda kusząco i cieszy oczy, ale czy dalej będzie je cieszyć widok siebie samej w za dużej bluzce albo fasonie spodni, który optycznie powiększy uda?

Przez pewien czas pracowałam w odzieżowych sieciówkach i z przykrością muszę stwierdzić, że powyższy obrazek w trakcie promocji był normą. Czasami nawet stojąc już przy kasie klientki miały na twarzy wypisaną wątpliwość co do dokonywanego zakupu. „Trochę krzykliwy ten kolor… czy ja na pewno będę w tym chodzić? Ach, niech stracę, w końcu takiego żakietu nigdzie taniej nie kupię.” Jestem prawie pewna, że ta pani nigdy tego żakietu nie założyła.

W przypadku kosmetyków, zawsze kieruj się WŁASNYMI potrzebami. Duże obniżki cenowe budzą w nas chęć przetestowania nowych produktów, podobnie jak rekomendacje blogerek. Czy jesteś jednak pewna, że przy przetłuszczającej się cerze zakup rozświetlającego podkładu to dobry wybór? Podkład matujący też niekoniecznie dobrze sprawdzi się przy cerze suchej…

I ostatnia rada, która sprawdza się nie tylko w czasie trwania wyprzedaży i promocji. NIE SPIESZ SIĘ z zakupem. Kosmetyki i ubrania kupione pod wpływem chwili mogą okazać się strzałem w dziesiątkę i bardzo dobrze Ci służyć, ale mogą też sprawić, że swoją lekkomyślność będziesz sobie wypominać przez najbliższe tygodnie. Czasami naprawdę lepiej „przespać się” z myślą o kolejnym zakupie. Sama kilka razy odłożyłam kupno czegoś jak mi się wtedy wydawało „potrzebnego”. Skutek był taki, że albo w ogóle o tym zapominałam, albo budziłam się następnego dnia z myślą: „chyba oszalałam, żeby na coś takiego wydawać pieniądze.”

A wy macie jakieś sposoby na wyprzedażowe szaleństwo? Dajcie znać w komentarzach 🙂