Makijaż – zbawienie czy przekleństwo współczesnej kobiety?

Czasy się zmieniają i to, w co albo raczej czemu wierzą ludzie, też ulega zmianie. Obecnie żyjemy w dobie dominacji nowej „świętej trójcy”, jaką stał się Facebook, Youtube oraz Instagram. Wymienione przeze mnie media społecznościowe mogą stanowić olbrzymie źródło makijażowych inspiracji. Niestety jednocześnie mogą stać się przekleństwem osób, które tych inspiracji szukają, oraz tych, które chcą się nimi dzielić. Dlaczego? No właśnie, dlaczego?

Czasami odnoszę wrażenie, że temat makijażu w internecie jest komentowany z takim samym, a może i nawet większym zapałem jak minione Euro, obecna Olimpiada, czy sprawy mające miejsce w polityce. Z jednej strony – wspaniale. Świadczy to o coraz większej „makijażowej” świadomości nas, kobiet. Jeszcze 3 lata temu, kiedy na poważnie zaczynałam przygodę z makijażem, mało kto słyszał o takim wynalazku jak baza pod cienie. Teraz jest ona obowiązkowym elementem codziennego makijażu znacznej ilości nas. Jednak druga strona medalu nie rysuje się już tak kolorowo.

Chcemy wyglądać pięknie, chcemy czuć się pięknie. Czy to coś złego? Oczywiście, że nie. Każdy ma do tego prawo. Podobnie wydaje się być  z makijażem. Jeśli to on sprawia, że po jego wykonaniu na Twojej twarzy pojawia się uśmiech, że właśnie wtedy czujesz się piękną, czy wykonywanie go jest czymś złym? W tym miejscu dla niektórych osób odpowiedź nie jest już tak oczywista.

W brutalny sposób przekonała się o tym Em Ford – brytyjska vlogerka. Piękna, młoda kobieta, która zmaga się z poważnym trądzikiem. Kiedy w mediach społecznościowych zaczęła pokazywać się bez makijażu, od razu posypała się na nią lawina krytycznych, a nawet obraźliwych komentarzy. Natomiast wykonując świetne makijaże i tym samym pokazując jak zamaskować trądzik, uzyskiwała od widzów pochwały i słowa uznania, które z czasem przerodziły się w jeszcze większą falę krytyki, a nawet nienawiści, bo w końcu ona tak nie wygląda! Ona ma straszne pryszcze i stara się je ukryć grubą warstwą makijażu! Mniej więcej rok temu, vlogerka stworzyła film zatytułowany „You look disgusting” (Wyglądasz odrażająco), w którym m.in. umieściła autentyczne komentarze, które otrzymywała pod swoim adresem w zależności od tego, czy pokazywała się w makijażu czy nie. Muszę przyznać, że po obejrzeniu go najzwyczajniej się rozpłakałam.

Osobiście podziwiam osoby, które bez makijażu potrafią stanąć przed najbardziej wymagającą i niestety, najbardziej bezwzględną publicznością, jaką jesteśmy my, internauci.

Nie jesteśmy idealne, nie oszukujmy się. Poza niewielkim odsetkiem, większość z nas budzi się ze spuchniętą twarzą, workami pod oczami. Całe szczęście jeśli to tyle. W końcu jest jeszcze ten nieszczęsny trądzik, który może spędzać sen z powiek. Oczywiście, w takiej sytuacji podstawą jest określona pielęgnacja cery, to nie ulega wątpliwości. Na dłuższą metę nie pomoże żaden makijaż, jeśli nie zaczniemy leczyć skóry. Ale walka z trądzikiem to nie ból głowy, który ustępuje po zażyciu tabletki. To żmudny i ciężki proces. Wie o tym każdy, kto się z nim zmagał. Wiem o tym też ja.

Nagle zaczyna tworzyć się błędne koło: nie malujesz się = straszysz, nie dbasz o siebie, malujesz się = ukazujesz nieprawdziwy obraz siebie, nie potrafisz zaakceptować swoich wad. Czy jest z tego jakieś wyjście? Oczywiście, że tak. Postępuj tak, jak Ty sama uważasz za słuszne. Jeśli makijaż sprawia Ci radość, powoduje, że czujesz się lepiej, pewniej, to co jest złego w wykonywaniu go? Jednak jeśli makijaż Cię przytłacza, czujesz się w nim niekomfortowo, po prostu go nie wykonuj. Postępuj tak, aby przede wszystkim czuć się dobrze z samą sobą. Na innych przyjdzie pora później.

Wiecie za co ja najbardziej lubię makijaż? Za to, że można go po prostu zmyć. Naprawdę. Uświadomiła mi to jedna z youtuberek. Makijaż to w końcu nie farba do włosów. Nawet jeśli ktoś zarzuci mi, że zbyt mocno się pomalowałam, co z tego? Po wykonanym demakijażu nie będzie śladu po zbyt mocnym smokey czy krwistej pomadce.

Osobiście uwielbiam się malować. Makijaż jest pierwszą czynnością, która poprawia mi humor, kiedy skoro świt muszę wstać do pracy czy na zajęcia. Jest nieodzowną częścią mojego wizerunku, ale jednocześnie sprawia, że za każdym razem mogę stać się kimś innym. Gwiazdą lat 20′, pin-up girl, a nawet gwiazdą rocka. A po zmyciu go znów jestem tą samą Julką. I właśnie to jest w nim najpiękniejsze.

A Wy jakie macie zdanie na temat makijażu? Wykonujecie go codziennie, czy tylko na większe okazje? A może w ogóle się nie malujecie? Podzielcie się swoją opinią 🙂