Mała czarna, czyli historia jednej sukienki

Czerń w kobiecym ubiorze ma skomplikowaną historię. Postrzegana jako brak koloru, szczególnie w XIX wieku kojarzona była ze smutkiem i żałobą. Wykorzystywano ją również w połączeniu z kontrastującymi barwami lub fakturami, takimi jak koronka czy biżuteryjne zdobienia, dla uzyskania dramatycznych efektów. Dopiero w latach 20. XX wieku stała się modna, a to za sprawą Coco Chanel i jej „małej czarnej”.

Grunt to prostota

W czasach, kiedy królowały wielkie kapelusze, uginające się pod ciężarem dekoracji, Coco Chanel zarobiła swoje pierwsze pieniądze projektując proste i niemal całkowicie pozbawione ozdób kapelusze. Sukces, który dzięki nim osiągnęła, przeniósł się niebawem na projektowaną przez Chanel garderobę. Wychowana przez siostry klasztorne zawsze szyła dla siebie niezwykle skromne i proste ubranie, a na powtarzające się pytanie, kto ją ubiera, odpowiadała z ujmującą szczerością: „Ja sama”. Odpowiedź Chanel przysporzyła jej wielu klientek, pragnących powielać jej styl. Podczas I wojny światowej Coco Chanel otworzyła butiki w miejscowościach Deauville oraz Biarritz, w których chętnie bawiła śmietanka towarzyska, ostatecznie ugruntowując w ten sposób swój sukces jako projektantka i wizjonerka.

Tworząc projekty ubiorów, Chanel wzorowała się przede wszystkim na krojach strojów męskich, kierowała się prostotą i funkcjonalnością. „Mała czarna”, którą Coco stworzyła w połowie lat 20. do dziś funkcjonuje jako określenie pewnego rodzaju sukienek. Na przestrzeni lat sukienka ta była i jest nadal interpretowana na szereg sposobów, przez kolejnych projektantów mody. Mimo iż przeciwnicy „małej czarnej” nadali jej miano nudnego uniformu, to większość przychyliła się do stwierdzenia zamieszczonego w magazynie mody „Vogue”, który porównał ją z Fordem T, bowiem – podobnie jak ten amerykański samochód – ma piękną linię, jest praktyczna i prosta, stosowana masowo, a jednocześnie z łatwością dopasowuje się do indywidualnych potrzeb.

Powstanie „małej czarnej”

Chanel już od 1913 roku wprowadzała czarne sukienki, a wyrafinowany krój tej w stylu koszulki z lat 20. XX wieku sprawił, że doskonale pasowała do efektownych, geometrycznych wzorów w czasach wielbiących motywy art déco.  Sukienki z ledwością zakrywające kolana były szyte z krepdeszynu (lekkiej jedwabnej tkaniny) lub z nowej, wytworzonej przez Chanel crĕpes marocain. Czerń tej nowej krepy marokańskiej była odporna na światło i dobrze wchłaniała farbę, a co najważniejsze – nawet po wielokrotnym noszeniu na materiale nie pojawiał się szary nalot. „Małe czarne” Chanel były niemal koszulami: proste, tylko czasami miały lekko zaznaczoną talię na wysokości bioder, jednak najczęściej rezygnowano nawet z tego. Rękawy były wysoko wszywane, wąskie i zawsze długie, sięgające do przegubów rąk. Krój zachwycał prostotą, a propagowana przez Chanel „sztuka rezygnacji” była tu szczególnie widoczna.

Kreacje popołudniowe miały nieduże wycięcie przy szyi, zaokrąglone bądź w szpic, natomiast sukienki wieczorowe – głębokie dekolty z tyłu, ozdobione sznurami pereł zawiązanymi w węzeł. Nawet jeśli model sukni miał dekolt z przodu, to nigdy nie podkreślał on piersi. U kobiet z obfitym biustem, piersi były po prostu spłaszczane specjalnymi stanikami lub opaskami.

Niezależnie od modelu oraz tego czy były to suknie popołudniowe czy wieczorowe, to wszystkie projektowane w 1926 roku miały dwie wspólne cechy, a mianowicie były czarne i krótkie. Zamiast modnych wcześniej kobiet-wampów, Chanel kreowała styl kobiety wysportowanej, niemal chłopczycy. Do sukienek popołudniowych ta nowoczesna kobieta zakładała jasne (cieliste) pończochy ze szwem, zaś do wieczorowych – cienkie i czarne (czarne pończochy, w których na nodze widoczny był tylko szew, Chanel nazwała „nocnymi cieniami”). Z dodatków projektantka preferowała głęboko wycięte buty z klamrami, na wysokich obcasach, z nosami w szpic, zaś do sukienek dziennych – novum na rynku mody, czyli buty z wężowej i jaszczurzej skóry. Gładko zaczesane włosy uzupełniał prosty i niewielkich rozmiarów kapelusik, który mocno podkreślał tył głowy, zaś oczy ocieniał małym rondem. Sukienka o prostej formie była też doskonałym tłem dla kunsztownych ozdób, odbijających światło i stwarzających wrażenie ruchu.

Nieśmiertelna moda

Czarne i doskonale skrojone sukienki uczyniły Coco Chanel sławną na cały świat. Trudno zatem o trafniejsze porównanie, niż zrobił to „Vogue” biorąc pod uwagę fakt, iż wypuszczony w 1908 roku na rynek Ford T sprzedał się do 1927 roku w ilości 15 milionów egzemplarzy. Coco również pragnęła projektować ubrania dla szerokiego grona odbiorców,  z różnych klas społecznych, a nie tylko dla dam z towarzystwa. Niestety w praktyce tylko takie kobiety mogły sobie na jej sukienki pozwolić, bowiem projektantka od samego początku działalności windowała ceny, a jej kreacje były osiągalne wyłącznie dla zamożnych odbiorców. Niemniej jednak „mała czarna” stała się swego rodzaju wieczorowym uniformem kobiet. Coco przyczyniła się do tego również w inny sposób – nigdy nie miała nic przeciwko temu, by powielano jej wzory. Dzięki temu rzeczywiście pojawiały się one masowo na ulicach, nigdy jednak nie można było mówić o kopiowaniu Chanel. „Małe czarne” wychodzące z jej pracowni były bowiem tak naprawdę nie do podrobienia; wyróżniał je pietyzm wykonania i niezwykłe, mimo prostoty, wyrafinowanie.

W latach 50. oraz 60. popularność „małej czarnej” sięgnęła zenitu. W tym samym czasie powstał też legendarny kostium Chanel, uchodzący dziś za kwintesencje stylu Coco Chanel – klasyczny żakiet bez kołnierza, którego boki wykończone są plecioną taśmą pasmanteryjną, zapinany na złote guziki lub łańcuszki oraz lekko rozkloszowana spódnica. Mimo to, do dnia dzisiejszego, to właśnie czerń i słynna „mała czarna” – w różnych wariantach i zestawieniach – jest uznawana za klasykę elegancji.